Przyznać się muszę, tak sam z siebie z ręką na sercu, że na początku nie było lekko. Nie było łatwo przebrnąć przez kilkanaście stron, coś mnie blokowało, historia wydawała się jakaś taka dziwna i mocno wydumana. Ale nagle, jak ręką odjął, wszystko się odmieniło.
Prawie rok wstecz miałem niewątpliwą przyjemność wprowadzać i promować, Klątwę utopców Iwony Banach. Lekturę lekką, przewrotną, zaskakującą w treści i słowie. Pokręconą też mocno z korzyścią dla niej samej.
(…) Tutaj każdy ma odegrania swoją bardzo istotną rolę. Tutaj również okaże się, że nie wszyscy są tymi, za których się podają, tutaj również trup ściele się gęsto, a Kusiakowa we wszystkich widzi utopców. A to dopiero początek problemów Dagmary, Różowej Pindzi, pięknej Kingi, szalonego Filipa, zakręconego na punkcie tej ostatniej Jaśka i jeszcze kilku osób.*

