Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Małecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Małecki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 października 2020

Jakub Małecki - Saturnin

Archipelag skrępowanych losów ich i naszych, zmęczonych, obolałych, zmęczonych i zamęczonych i ta rzeka o poranku, wrześniowa Bzura w gęstej mgle...
Jestem bliżej, niż dalej..
Jestem Tadek.
 
Dwa kroki dalej jest świat, którego już nie ma. Jest pusty zeszyt, polski Wrzesień i bezmiar cierpienia. Jest też cisza, która zawsze ma coś do powiedzenia.
Jestem bliżej, niż dalej...
I jest Irena.
 
W szarości, w cierpieniu, w wegetowaniu gorszym, niż najgorszy koszmar, w płatkach śniegu spadających na zmarznięte powieki jest czas, który się nie kończy, nie ma uczuć, nie ma radości, nie ma też miłości.
Jestem bliżej, niż dalej...
I jest Wąż kochający Irenę.
 
Koniec to nowy początek, otwarty rozdział, głowa pełna liter, myśli, wspomnień. Książka, historia, opowieść, podróż bez początku i bez końca. Znacznie głębsza, niż staw, którego już nie ma i niż Bzura, która unosi nad sobą duchy walczącego polskiego żołnierza.

Jakub Małecki, Saturnin, Wydawnictwo SQN, Kraków 2020

środa, 1 stycznia 2020

Jakub Małecki - Horyzont

Wyprawy Krzyżowe XXI wieku.

Po raz kolejny uświadamiam sobie, że proza Małeckiego od zawsze wymyka się wszelkim regułom tworząc historie pozbawione początku, ale też końca, gdy spojrzenie jednego odbija się w oczach drugiego chłopca.

Po raz kolejny się na tym łapię.
Po raz kolejny słowo Misjonarz ma jakże magiczne a jednocześnie złowrogie znaczenie.
Po raz kolejny Jakub Małecki zabiera nas w tę trudną do wyrażenia prostym słowem podróż, ale po raz pierwszy jego bohater jest nim samym.
Po raz kolejny w książce złożonej z rozdziałów odkrywa się przed nami historia, ale po raz pierwszy zanim dotrzemy do końca zaczynamy rozumieć że pewna misja nigdy nie ma końca, że świat po raz kolejny potrzebuje rycerzy, wojowników, misjonarzy, aby gdzieś na końcu świata po wielu wiekach zmierzyć się ponownie z księżycem Mahometa.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Jakub Małecki - Dygot

W nienasyceniu życia
głęboko ukrytego w cierpieniu, w polnej drodze pamiętającej przemarsz Ruskich, w budzącej się do życia cichej nadziei nowego dnia, miesiąca, czy może roku. W prostej materii budzącego się do życia narodu czas jedną miarką odmierza życie Geldów, drugą, mniejszą, a może odrobinę większą wpływa na losy Łabendowiczów.
Z głębokiej czeluści końca wojny, jak z ciemnej studni, wyłania się powoli nieśmiała i niepewna swego radość życia. Jedno tajemnicze słowo - pomarańcza - drugie tlące się w duszy w tragedii nieświadomego dziecka. Strzępek, duch, mara nocna, a może coś, co w bliżej nieokreślony sposób przypomina człowieka?
Kropla. Kolejna kropla. Prześwit w dachu w ciemnej nocy zimna otchłań. I jeszcze coś, o czym może później.

-----------------------------------------------

Książka. Jedna, druga, kolejna, prawie, jak kropla spadająca na powieki. Chwilę później Irena, która popadła w nałóg. 
 

Jakub Małecki - Rdza


Dwa to liczba kadrów, małych kroków, krótkich spojrzeń, czy też w literackiej materii, akapitów. Jeden jeszcze dziś i jeden chwilę później.

Jest coś dobrego, inspirującego, poruszającego, dotykającego serce w tej historii, w tych smutkach i radościach, w tych uczuciach, które z każdym rokiem dojrzewały i rosły. I jest miłość Sabiny i Józka.

(...) W ciągu następnych czterech lat Sabina trzy razy się przeziębiła, osiem razy się śmiała, raz marzyła, żeby umrzeć, i dostała trzydzieści dziewięć listów od Józka Kłody. Sama napisała ich też trzydzieści dziewięć, niektóre zajmowały ponad dziesięć stron. Opowiadała w nich o wszystkim, co działo się w jej życiu, i o wszystkim, co się w nim nie działo, bo tego było znacznie więcej. Wymieniali się z Józkiem coraz to bardziej szczegółowymi opisami tych niewielu chwil, które spędzili wspólnie w górach, bo bali się, że nuda, wojna i czas kiedyś im je zabiorą.

Jakub Małecki - Ślady

Obdarta ze złudzeń
porażająca, piękna, prosta, przenikliwa historia. Chropowata od emocji, jaskrawa od wrażeń. Jedna, druga, kolejna, wciąż nie ta sama.
Ślady w świadomości ludzkiej zarysowane pod postacią upadłego nieba, zgubionego fletu, zabitego na wojnie człowieka. Dusza już wie, że ciężka czeka ją dola na tym ziemskim padole łez, bólu, strachu i cierpienia. Rzadko radosnego uśmiechu, czy może miłosnego uniesienia.
Jakub Małecki przygniata nadmiarem emocji, prozą, która rozrywa człowieka, rozbiera na atomy zagubioną świadomość ludzką. Śladów nie zmywa przypływ, wiatr porywisty ich nie rozwiewa, ślady odciśnięte w moim, ale też twoim umyśle nie pozostawiają złudzeń, co do tego, że literatura ta ma wartość najdroższego wina przechowywanego za szkłem na bardzo wyjątkowe okazje.
I jeden mały akapit, a później może jeszcze ciąg dalszy:

(...) Na śniadanie są ciernie i drut kolczasty. Do picia wrząca smoła. Widelec nie pasuje do dłoni, usta jakoś nie chcą się otworzyć. Oskar Wilhelm Czerski czuje, że go nie ma, że nigdy nie było. Jest bohaterem czegoś zmyślonego.