środa, 29 kwietnia 2020

Olga Podolska-Schmandt, Piotr Schmandt - Bóg zasnął?


Przyznam się
, że miałem spory problem z początkiem tej opowieści. Piszę początkiem, gdyż Gdański depozyt stanowi początek historii, którą domyka powieść, Bóg zasnął?.
W konsekwencji pierwsza nieukończona trafiła na półkę, a do lektury trafiła druga. I dobrze się stało, bo jakbym czytał powieści pisane przez dwie różne osoby, (choć w pewien sposób tak właśnie jest), a przecież rzecz ma się zgoła odmiennie. Wtrącenie w nawiasie znajdzie swoje poniższe odniesienie. Można potraktować książkę Bóg zasnął? jako zupełnie niezależną od poprzedniczki, choć pewne nawiązania nie są bez znaczenia.
Wystarczyło kilkanaście stron, aby powojenna historia trzech kobiet zassała mnie bez reszty, bez chwili na swobodny oddech. Z coraz większym zainteresowaniem odkrywałem losy Wandy i Marii, a także Marty, córki jednej z kobiet. 

Biegnij, chłopcze, biegnij (2013)


W gmachu
Teatru Narodowego w Cottbus, gdzie odbywała się ceremonia otwarcia festiwalu, zgromadziły się osobistości świata filmu, polityki i biznesu. Po zakończeniu projekcji filmu „Biegnij, chłopcze, biegnij” na sali rozległy się trwające 15 minut oklaski na stojąco.

Nie byłem na tym seansie w Cottbus, nie wiem, jak wyglądał ten pokaz w tym miejscu, ale wiem, jak czułem się opuszczając małą, kinową salę. Klaskać nie wypadało samemu wśród kilku osób na sali, a jednak wrażenie było niezwykłe.
Ostatni raz w równie niesamowity sposób czułem się po premierowym seansie filmu Bandyta, to samo uczucie spełnienia, wgniatania w fotel, wreszcie emocji, które zawładnęły mną bez reszty. Oczekiwanie tego filmu było duże, ale i pokładane w nim nadzieje spełniły się bez reszty.
Kamil Tkacz dał się już poznać w genialnej roli w urzekającym filmie Chce się żyć i już tam można było dostrzec jego niezaprzeczalne zdolności aktorskie. Ale Kamil ma brata bliźniaka, Andrzeja i obaj pojawili się w tym filmie. Przez długi czas nie wiedziałem dlaczego, ale jeśli poznacie również napisy końcowe zagadka będzie rozwiązana.

Alex Kershaw - Liberator


Choć
od lektury Liberatora minął już jakiś czas wciąż nie pojawiły się te dobre, najlepsze, doskonałe słowa godne tej książki. Alex Kershaw nie poszedł na skróty. Stanął na wysokości zadania dzieląc się historią, która jeszcze długo po lekturze budzi podziw i przenika lekkim dreszczem.
W 2001 roku, na początku XXI wieku, ponad pół wieku od zakończenia II wojny światowej pojawił się serial, który już wtedy stał się moim ulubionym. Z perspektywy kolejnych lat wracałem do niego po wielokroć i dziś jest to dla mnie najlepsza produkcja dotykająca tego okresu. Kompania braci, bo o nim myślę, wniosła do świadomości milionów widzów na całym świecie jedyną w swoim rodzaju istotę wojennych zmagań i jakże realny obraz wojny. Serial został oparty na książce Stephena Ambrose'a pod tym samym tytułem.

Hawaje, Oslo (2004)


Jest w tym filmie
coś takiego, co nie pozwala zatrzymać się na chwilę, coś, co w tą upalną, letnią noc działa na nas, jak magnes. Coś takiego, co w środku mroźnej, szarej, burej zimy może sprawić, że zareagujecie tak, jak ja zareagowałem. Film, który oglądamy na jednym oddechu, gdy ciche bicie serca stopniowo staje się coraz głośniejsze.
 
Hawaje, Oslo pojawia się, jako kolejna odsłona cyklu Plus dla koneserów i przyznać trzeba, że jest to kolejna perełka dla wszystkich tych, którzy w filmie poszukuję głębszych wrażeń, niż pisk opon pędzących samochodów. Obraz pełen ciepła, radości, smutku i wzruszenia, taki, którego szybko nie zapomnicie. 
Nie dziwi też fakt, iż zbiera laury na różnych festiwalach. Wszędzie ceniony, doceniany, w każdym miejscu uznawany za coś ciekawego i wyjątkowego. I po raz kolejny jest to kino skandynawskie, które zaskakuje mnie w każdy możliwy sposób.

Adam Ubertowski - Kolekcja Ringelmanna

Z prozą Adama Ubertowskiego spotykam się po raz pierwszy, choć z całą pewnością warto będzie do twórczości autora wrócić, o ile tylko czas na to pozwoli.
Gdyż ten sam czas w powieści, Kolekcja Ringelmanna ma jakże ważne i istotne odniesienie. Wokół czasu wszystko tutaj się kręci, w określonej przestrzeni czasu autor w bardzo oryginalny sposób zawiesił czas przeszły, ale też wszystko to, co dzieje się w chwili bieżącej. Okładka tej książki mówi praktycznie wszystko, trudno o bardziej trafną, trafiającą w umysł podpowiedź.
Historia opowiedziana przez Adama Ubertowskiego miło zaskakuje już od pierwszej chwili, od pierwszego rozdziału, aby w tym drugim jeszcze bardziej przekonać nas do siebie. Zabieg przygotowywania się kobiety do wyjścia wieczorem ze swoim ukochanym jest wyjątkowym pod każdym względem literackim rozwiązaniem.
Na tyle oryginalnym, iż nie spotkałem się z nim nigdy wcześniej. Skrupulatne zabiegi Miriam, aby prezentować się doskonale trwają minut kilkanaście wydłużając się w materii czasu do nieskończoności. Tutaj dla doktora Figlona otwiera się zupełnie odrębna przestrzeń czasowa wspomnień i przemyśleń w przedłużającej się materii oczekiwania wyjścia z ukochaną w miasto.

Kwiat pustyni (2009)


Książkę Kwiat pustyni
poznałem już jakiś czas temu, książkę, która na długo zapada w pamięć i nie pozwala o sobie zapomnieć. Historię życia top modelki Waris Dirie, jej autobiografię, która z somalijskiej pustyni po latach trudów i wyrzeczeń trafiła na najlepsze pokazy mody na całym świecie. Na zewnątrz zjawiskowo piękna, w duszy i na ciele okaleczona w sposób, który dla ludzi z cywilizowanego świata trudny jest do ogarnięcia.
Od dawna miałem świadomość, że na podstawie książki nakręcono film, jednak nie było nacisku, aby szybko go zobaczyć, od polskiej premiery minęły ponad dwa lata. Jednak nocny seans sprawił, że długo nie mogłem zasnąć, a i teraz nadal nie potrafię spokojnie myśleć. Twórcom filmu udało się z jeszcze większą intensywnością, niż opowiada to książka, pokazać duchowe i uczuciowe przeobrażenia somalijskiej dziewczyny, która po wyjściu z somalijskiej ambasady w Londynie, po tym, gdy mieszkała, żyła i pracowała tam przez kilka lat, odkrywa zupełnie inny świat.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Ann Brasheres - Nigdy i na zawsze

Miłość ponad wszystko!

Po raz pierwszy od czasu Jeźdźca Miedzianego pojawia się powieść, która odbiera mowę, wstrzymuje serce, burzy zmysły i sprawia, że nie jestem w stanie rozsądnie myśleć. Dawno już nie zdarzyło mi się z taką ochotą przekręcać każdej strony jednocześnie nie robiąc tego zbyt szybko, aby zbyt szybko nie dotrzeć do tej ostatniej. 
Czytam dużo, wręcz bardzo dużo, wiele książek wpada w moje dłonie, z reguły są to publikacje dobre, ciekawe, godne uwagi. Kilka w ostatnim czasie wzbudziło mój szczery podziw, teraz jednak historia, którą odmalowała wyjątkowo piękną gamą barw i kolorów Ann Brasheres zmiata z powierzchni ziemi wszystko, co dotąd mogliśmy znać, czytać, bądź jedynie przeglądać zastanawiając się, czy warto kupić i czy to, co ukrywa się w środku ma sens.
Teraz nie tylko nie ma, nad czym się zastanawiać, ale jeśli chcemy raz w życiu poczuć, że z wrażenia zatrzymuje się nam serce to jest właściwy moment, odpowiednia chwila, tak, konkretna książka, dzięki której wszystko to może się wydarzyć. Gdzieś po drodze była jeszcze jedna magiczna powieść Droga do raju, w obu przypadkach popełniona przez tą samą autorkę.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Pusty dom (2004)


Po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawia się obraz, który jest inny, niż wszystkie pozostałe. Taki, w którym pada minimalna liczba słów, a i te są dawkowane odpowiednio. Zabieg ten jedynie uatrakcyjnia to proste w formie, ale jakże bogate w treści dzieło. 
Zbyt często nadmiar słów wprowadza jedynie zamieszanie i niepokój. A jak powiedział Kim Ki-Duk – Woody Allen może używać masy dialogów, ja jestem jego przeciwieństwem. I słusznie, gdyż takie kino jest nam coraz częściej potrzebne. Może nie nieme tak do końca, ale szanujące słowo w jego każdej postaci. Właśnie dlatego Pusty dom między słowami wypada tak rewelacyjnie, dzięki zastosowanemu przez reżysera rozwiązaniu. 
Pomysł na film pojawił się nagle. W tempie błyskawicznym, poprzez napisany scenariusz, produkcję i montaż został wcielony w życie. Wszystkie te zabiegi miały na celu zgłoszenie filmu na ubiegłoroczny festiwal w Wenecji, gdzie wzbudził furorę, a Kim Ki-Duk odebrał nagrodę za reżyserię. Drugie wyróżnienie w 2004 roku również za reżyserię spotkało go na festiwalu w Berlinie, za inny jego film, Samaritian Girl.

Martha Hall Kelly - Liliowe dziewczyny

Nie dane jest mi dziś napisać kilku słów na temat tej książki. Co jakiś czas naciskam o jeden klawisz za dużo i w efekcie cały tekst zaczynam pisać od nowa, stąd trzeba rozważyć inną opcję.
Książka, na którą czekałem, książka, którą poznałem, wreszcie książka, w której pokładałem wielkie nadzieje, a która w pewien sposób sprawiła mi zawód. Potencjał tej historii został zniweczony, trzy lata ciężkiej pracy autorki zasługują na uznanie, jednak zbyt powierzchownie potraktowano tematy trudne, wstrząsające, a zbyt obszernie rozwinięto tematy błahe, mało istotne, zbyt wiele nazw, drobiazgów, postać Caroline najbardziej na tym ucierpiała. Choć nie lepiej wygląda to w przypadku Kasi, młodej dziewczyny z Polski, czy Herty, która staje się oprawcą w lekarskim kitlu Polki wraz z bliskimi jej osobami osadzonej w kobiecym obozie, Ravensbrück.
W przeczytanym wcześniej Słowiku ten sam obóz bardziej poraża na kilku stronach, niż tutaj w całej książce. A przecież obie autorki pisały o tym samym, o horrorze, jakim był obóz i chęć przeżycia za wszelką cenę. U Kelly opowieść o Polkach, na których prowadzono paramedyczne eksperymenty nie ma w sobie żaru, emocji, nie czułem wzruszenia, bólu, nie potrafiłem w trakcie lektury odebrać cierpienia tych młodych dziewczyn. Natomiast Hannah, to, czego doświadczyła Isabelle na tych kilku stronach, nie wiedziałem, jak się zachować i jak opanować przepełniający mnie nadmiar niesamowitych emocji.

Ostatni samuraj (2003)


Wbrew pozorom
nie jest to słodki, amerykański film, lecz wielka, epicka opowieść. Stworzona w sposób prosty i przekonujący, a niesamowita podróż do XIX-wiecznej Japonii zapiera dech w piersiach.
Jeśli uświadomimy sobie fakt, iż filmem tym reżyser Edward Zwick realizuje swoje życiowe marzenie, wcześniej pokazując swe umiejętności w Wichrach namiętności i Chwale, a Tom Cruise, jako kapitan Nathan Algren, przygotowywał się do swojej życiowej roli, to chyba dodatkowy komentarz nie jest potrzebny. Warto dodać również nazwisko Johna Logana, scenarzysty, dzięki któremu Gladiator miał taki, a nie inny kształt i dlatego tak bardzo się nam podobał. On i wielu innych włożyło swój wkład w zbudowanie od podstaw, począwszy od planów, poprzez stroje i rekwizyty, aż do ostatniego ujęcia, historii jednego człowieka, który był świadkiem upadku dwóch pięknych kultur.
W maksymalny sposób przyczynił się do zagłady pierwszej, gdy jako żołnierz armii amerykańskiej dziesiątkował Indian, zabijając kobiety i dzieci. To właśnie ich duchy odebrały spokój jego duszy, z nimi dotarł na koniec świata, do dalekiej Japonii, aby zapomnieć. Jednak tu postawiono go przed faktem, który na zawsze odmienił jego życie.

Cristina Caboni - Zapach perfum

Na półmetku tej niezwykłej w swej materii lekturze, kiedy emocje zbyt często biorą górę, a moje męskie wrażliwe serce czasem potrzebuje oddechu uświadomiłem sobie, że swego czasu poruszyło mnie w tym miejscu pewne radosne serce i wniosło do mej świadomości jakże wiele dobrego. Będzie okazja, aby ponownie zatrzymać się przy tym temacie na dłużej.
Dawno już nie czułem się dzięki lekturze, choć nie tylko dzięki niej, w ten szczególny sposób. Moje męskie serce poruszyło inne, o tym może jednak chwilę później.

Pachnie pan deszczem, chłodem, ale i słońcem. Wyważonymi słowami, długimi chwilami ciszy i refleksji. Ziemią i różami... Ma pan psa, jest pan uprzejmy, gotowy do pomocy i nosi pan smutek w sercu.

Pomijając jednak tę malutką dygresję jestem oczarowany i poruszony swobodnym, a jednocześnie niebanalnym tonem tej opowieści, tych słów, którymi dzieli się z czytelnikiem Cristina Caboni zapach emanuje z tej książki nie tylko za sprawą oryginalnej okładki, ale też każdej kolejnej strony. Zapach perfum taki misterny, tak osobisty, pełen nie zawsze pozytywnych emocji, ale też szczególnego w swej formie mentalnego uniesienia.
Miałem zamiar podzielić się kolejnym krótkim fragmentem, uświadomiłem sobie jednak, że odłożę go na inną okazję, a sam, jak ten zapach pragnę Was onieśmielać, kusić i przyciągać i co jakiś czas spoglądać na uśmiechnięte, radosne serce.

Internetowa cela to powieść obyczajowa o bólach przeszłości, o magii zaklętej w teraźniejszości i o przyszłości, 
która budowana na gruzach historii i tajemnic, wcale nie zdaje się być taka pewna…

16 przecznic (2006)


Ta niepozorna historia
, której początek nie wróżył nic godnego uwagi z każdą kolejną sceną zmieniła diametralnie moje spojrzenie na 16 przecznic. Na film akcji w najlepszym stylu, w którym Bruce Willis zaprezentował wszystko to, co w aktorstwie szczególnie zasługuje na uznanie tworząc kolejną bardzo interesującą kreację.
W sumie niby nic trudnego – pewien detektyw, który chyba najlepsze lata pracy ma już za sobą ma przewieźć świadka do sądu. Zadanie nie wydaje się szczególnie skomplikowane, choć Jack skończył nocną zmianę i nie jest w najlepszej kondycji. Mimo wszystko nie powinno być źle.
Nikt jednak nie domyśla się, że kolejne dwie godziny zmienią całkowicie losy bardzo wielu ludzi, a co za tym idzie pokonanie szesnastu przecznic dzielących posterunek policji od gmachu sądu znacznie się skomplikuje...

wtorek, 7 kwietnia 2020

Brandon W. Jones - Wiosenne dziewczęta


Czasem nie potrzeba wiele. Czasem już magnetyczne przyciąganie okładki daje gwarancję, że lektura na długo pozostanie w świadomości czytelnika. Czasem też los postawiony w ciemno zwraca się po tysiąckroć. Nie potrzebowałem wiele czasu, aby rozsmakować się w tej zaskakującej pod każdym względem opowieści. Wystarczyło w sumie tylko kilka stron, aby historia Gi i Il-sun pochłonęła mnie bez reszty.

Wychowane w duchu całkowitego i bezwzględnego uwielbienia dla Wielkiego Wodza i Umiłowanego Przywódcy, swoje życie podporządkowały od urodzenia jednej bezwarunkowej prawdzie. Bez względu na to, że Gi przeszła jako dziecko piekło koreańskiego gułagu, a Il-sun przez chwilę mogła marzyć o dobrym wyjściu za mąż za kogoś wysoko postawionego w Partii, sierociniec, pod którego dachem razem się znalazły, zmienił diametralnie ich rzeczywistość. Codzienna ciężka praca w fabryce, w której szyły spodnie, pozbawiła je złudzeń, że ich życie będzie kiedykolwiek inne. Gdyby tylko wiedziały, co w niedługim czasie je czeka...

Iwona Banach - Czarci krąg

Zyzol i inne nieszczęścia…

Przyznać się muszę, tak sam z siebie z ręką na sercu, że na początku nie było lekko. Nie było łatwo przebrnąć przez kilkanaście stron, coś mnie blokowało, historia wydawała się jakaś taka dziwna i mocno wydumana. Ale nagle, jak ręką odjął, wszystko się odmieniło.
Prawie rok wstecz miałem niewątpliwą przyjemność wprowadzać i promować, Klątwę utopców Iwony Banach. Lekturę lekką, przewrotną, zaskakującą w treści i słowie. Pokręconą też mocno z korzyścią dla niej samej. 

(…) Tutaj każdy ma odegrania swoją bardzo istotną rolę. Tutaj również okaże się, że nie wszyscy są tymi, za których się podają, tutaj również trup ściele się gęsto, a Kusiakowa we wszystkich widzi utopców. A to dopiero początek problemów Dagmary, Różowej Pindzi, pięknej Kingi, szalonego Filipa, zakręconego na punkcie tej ostatniej Jaśka i jeszcze kilku osób.* 

Joanna Opiat-Bojarska - Zaufaj mi, Anno

Długo nie trzeba było czekać, aby po pierwszej nieśmiałej próbie opowiedzenia o Annie Rogozińskiej, która, co ważne wypadła nad wyraz dobrze, pojawiło się drugie rozdanie z dziennikarką śledczą w roli głównej.
Pierwotnie Joanna Opiat-Bojarska chciała napisać tylko jedną książkę, ale tak się jej to spodobało, że po tej pierwszej pojawiły się kolejne. Lepsze, ciekawsze, bardziej przemyślane i zaangażowane twórczo. I co równie istotne autorka odkryła w sobie lekkość słowa w gatunku, jaki bez wątpienia stanowi literackie wyzwanie. Pierwszą udaną próbą w materii kryminału była powieść, Gdzie jesteś Leno?. Literackie narodziny Anny Rogozińskiej musiały być jedynie kwestią czasu.
Słodkich snów, Anno stanowi początek serii, gdyż odnoszę wrażenie, że na dwóch odsłonach się nie skończy. Pierwsze sukcesy w Primo TV i rodzinne dramaty, których byliśmy świadkami poznając po raz pierwszy Annę, jej śledztwo dotykające szemranych interesów dwóch lekarzy, a także piętno dramatu pod Otłoczynem – to w dużym skrócie wszystko to, czego doświadczyliśmy dzięki Annie w lekturze.

sobota, 4 kwietnia 2020

Szybki cash (2010)


K
ino skandynawskie ma to do siebie, że z reguły wieje od niego chłodem. I to nie dlatego, że to mroźna północ, mam tu na myśli zarówno klimat filmów, jak i mentalność Skandynawów. Podobnie rzecz się ma z filmem Szybki cash. Tytuł wyjątkowo przewrotny, ale puentujący również w trafny sposób przesłanie filmu.
JW., Johan „JW” Westlund, student z ambicjami przeniknięcia do świata, którego czasem dzięki bogatym kolegom z uczelni dotyka. Jednak dzieli go od nich przepaść. Pokój w akademiku, tanie garnitury i głowa do interesów. Dorabia jako szofer, pisze prace dla kolegów, łapie drobne fuchy, marzy mu się coś naprawdę wielkiego. I gdzieś w tym wszystkim pojawia się uczucie.
Coś, co na zawsze odmieni jego życie, wielkie pieniądze, łatwy zarobek, blask chwały. Szkoda, że w tym wszystkim gdzieś po drodze traci rozeznanie zbytnio ufając we wszystko, co każdy mu mówi. Konsekwencje będą trudne do przewidzenia, a blask chwały zamienić się może w ciąg wypadków, których finał pozbawić go może tego blasku na zawsze. Oryginalny, szwedzki thriller, który może i powinien się podobać.

Monachium (2005)


K
iedyś napisałem, „iż tylko prawdziwy Żyd zrozumie drugiego Żyda”. Nikt inny, choćby nie wiem, jak długo próbował, nigdy się do tego nie zbliży. Naród przez wielki maltretowany, wykorzystywany, wręcz pacyfikowany, naród, który stworzył swoją wyjątkową i piękną kulturę, przez wieki w pokorze poddając się wszystkim przeciwnościom losu szedł przed siebie, aż do dnia wolności.
Jednak osiedlenie się w Ziemi Obiecanej nielicznych, którzy przetrwali wojenną czystkę, w nowym państwie Izrael nie przyniosło nic dobrego, a jedynie przepełniło czarę goryczy. Ziemia wydarta Arabom, na której nagle Żydzi się pojawili, wracając do korzeni swojego pochodzenia, coraz częściej zaczęła spływać krwią. Aż przyszedł rok 1972, rok olimpiady w Monachium, afery Watergate i moich urodzin.

Matterhorn (2013)


W
uporządkowanym do przesady życiu Freda pojawia się nagle skaza w osobie milczącego i zagubionego człowieka. Do tej pory wszystko było, jak w szwajcarskim zegarku, łącznie z kolacją, którą punktualnie o szóstej rozpoczynał modlitwą. Do tej pory nie było żadnych obcych w jego otoczeniu poza grupą sąsiadów, z którą w każdą niedzielę chodził do kościoła. Jednak Theo, jak tsunami, pojawiał się nagle i nie czyniąc żadnych zniszczeń nieświadomie odmienił życie zagubionego wdowca Freda.
Zupełnie przypadkiem wychowanie obcego zaczyna wychodzić mu na dobre. Obcego, który poza słowem ''Tak'' i umiejętnym naśladowaniem zwierząt nie robi zupełnie nic innego. Stary człowiek i przybysz z odległej planety, choć przecież też człowiek. Dwóch zupełnie obcych sobie ludzi w małym holenderskim miasteczku, któremu jakże obce są jakiekolwiek odmienności.

Jack Ryan: Teoria Chaosu (2014)


J
ack Ryan powrócił i wciąż jest w wyjątkowo dobrej formie. Miło zaskakuje od pierwszej, aż do ostatniej minuty. I to, co warto zasygnalizować już na początku, Jack Ryan: Teoria chaosu nie jest kolejną adaptacją książki Toma Clancy, ale swobodnym wykorzystaniem dla potrzeb filmu stworzonej przez niego postaci.
Ten inteligentny nad wyraz człowiek, analityk i doktorant, zanim zyska sobie uznanie CIA w osobie jego mentora Williama Harpera (Kevin Costner), musi dojrzeć do swojej roli. Trauma 11 września dotyka również jego, stąd świadomy zaciąg do wojska i służba w strukturach Marines w Afganistanie. Paradoksalnie to, czego się tam nauczył uchroni go później od wielu kłopotów. Jednak to służba okupiona bolesnymi ranami i wielomiesięczną rehabilitacją.