Przyznam się, że miałem spory problem z początkiem tej opowieści. Piszę początkiem, gdyż Gdański depozyt stanowi początek historii, którą domyka powieść, Bóg zasnął?.
W konsekwencji pierwsza nieukończona trafiła na półkę, a do lektury trafiła druga. I dobrze się stało, bo jakbym czytał powieści pisane przez dwie różne osoby, (choć w pewien sposób tak właśnie jest), a przecież rzecz ma się zgoła odmiennie. Wtrącenie w nawiasie znajdzie swoje poniższe odniesienie. Można potraktować książkę Bóg zasnął? jako zupełnie niezależną od poprzedniczki, choć pewne nawiązania nie są bez znaczenia.
Wystarczyło kilkanaście stron, aby powojenna historia trzech kobiet zassała mnie bez reszty, bez chwili na swobodny oddech. Z coraz większym zainteresowaniem odkrywałem losy Wandy i Marii, a także Marty, córki jednej z kobiet.